Kino “superbohaterskie” jest jak disco-polo. Klub Zasadniczo Dyskusyjny #12

KZD #12

Kino “superbohaterskie” jest jak disco-polo. Szkodzi swojej dziedzinie sztuki. Jedno filmowi, drugie muzyce. Dlatego podczas najbliższego Klubu Zasadniczo Dyskusyjnego, na którym podyskutujemy pod hasłem "kino dokumentalne vs. blockbustery", nie zamierzam być delikatny. Jeżeli ktoś wkurzy się, tym o co napisałem poniżej, zapraszam na Klub, 19 maja do Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy. Chętnie podyskutuję.


Pierwszy, historyczny Klub w Bydgoszczy, odbędzie się podczas Bydgoskiego Aneksu festiwalu Doc Against Gravity, a będziemy tam na zaproszenie organizatora wydarzenia Remigiusza Zawadzkiego z Fundacji Art House. I bardzo za to dziękuję, bo kino dokumentalne staje się “głosem sumienia” tego świata. Niestety, na drugim biegunie rozrasta się jak narośl “kino superbohaterskie”.

"Ostatni w Aleppo"

Syryjscy Bohaterowie vs. “superbohaterowie”

Byłem/widziałem spory wybór kina z tzw. “uniwersów” DC Comics i Marvela. Avengers (kilka), Transformers (wszystkie niestety), Thor, Strażnicy Galaktyki, X-Men i ostateczny znak upadku - “Dr. Strange”. Po ich obejrzeniu jestem przekonany, że to szkodniki, taki sporysz na zbożu, który powoli zżera kino

Oszałamiające, ze świetnymi aktorami, z zapierającymi dech w piersi efektami specjalnymi, opatrzone w znakomite kampanie promocyjne, ale jednak - szkodniki. To rzecz jasna moje zdanie, ale to chyba domyślne bo to mój blog. 😁

Podczas Doc Against możemy zobaczyć arcydzieła, pozwalające nam zrozumieć świat. Mam czasem wrażenie, że dokument przejął w światowym kinie rolę “głosu sumienia”. Po obejrzeniu wstrząsającego filmu z ubiegłorocznego DAG - “Ostatni w Aleppo” (tytuł angielski “Last Men in Aleppo” lepiej oddaje ideę), cały czas zastanawiam się, jak można zastępować prawdziwych bohaterów, “superbohaterami”?

Nie ma chyba mocniejszejszego zderzenia niż syryjscy bohaterowie z “Białych Hełmów”, ratujący ludzi przysypanych gruzem zbombardowanych budynków z kretynem z plastikowym młotem, który udając skandynawskiego Thora macha bezsensownie rękami.

Jodie Foster

Jodie Foster wali między oczy

Potężnym ciosem w nurt superbohaterski była wypowiedź wielkiej gwiazdy kina, dwukrotnej laureatki Oscara, Jodie Foster. Ujęła to w ten sposób:

Chodzenie do kina zaczęło przypominać wizytę w lunaparku. Sytuacja, w której studia tworzą zły kontent w celu przypodobania się masom i akcjonariuszom, przypomina szczelinowanie. Chwilowo dostajesz wielkie zwroty, ale bezpowrotnie niszczysz ziemię".

Kluczowe są ostatnie słowa. Te filmy zostawiają za sobą spalony grunt, na którym nic już nie wyrosnie. Bliskie są mi słowa Jakuba Kralki z redakcji Spidersweb.pl piszącego o tym co czuje w związku z tymi filmami: “Chcecie wiedzieć, co się wtedy dzieje w mojej duszy? Ona krzyczy z rozpaczy, że na ekrany kin znowu wchodzą kolejne badziewne i sztampowe przygody jakiegoś superbohatera, gdzie nie dzieje się nic ciekawego, ciągle tylko coś wybucha, a czytelnicy komiksów na widowni biją brawo".

Jodie Foster nie była pierwsza. Jak wylicza Filmweb, w gronie krytyków superbohaterskich blockbusterów znaleźli się już między innymi Clint Eastwood, Ridley Scott, Alejandro Gonzalez Inarritu, David Cronenberg, William Friedkin, Terry Gilliam i Mel Gibson

Koniec kina operatorów filmowych

Problem leży jednak gdzieś indziej. Wylansowanie mody na powtarzalne filmy robione w zielonym pokoju (green boxie), jest szkodliwe dla kina. Więcej – degraduje kino jako sztukę. W superbohaterskich potworkach nie potrzeba reżysera – aktorzy stoją, podskakują w miejscu i poruszają się na powierzchni 3 m kwadratowych studia z green boxem. Zobaczcie na filmiku.


Nie potrzeba scenariusza – komiks już ktoś napisał, kleimy to więc na ekran i jest OK. Nie potrzeba scenografa – i tak wszystko powstaje w komputerze. I najważniejsze, a zarazem najstraszniejsze – nie potrzeba operatora, autora zdjęć. To spory szok, co nie? 

Ale współczesne, amerykańskie kino hollywoodzkie nie potrzebuje już operatorów–wizjonerów, komponujących kadry jak obrazy wielkich mistrzów. Nic już nie potrzeba kadrować, komponować, oceniać temperatury światła. Kamerę może równie dobrze obsługiwać szatniarz, byle mu dobrze wytłumaczyć gdzie jest przycisk „start/stop”. Reszta powstaje w komputerach.

Temat Klubu Zasadniczo Dyskusyjnego #12 brzmi “To nie jest kraj dla dokumentu, czyli kino dziecinnieje”. Warto wziąć w tym udział.

Zapraszam. 
19 maja, sobota. Start o 19:00.
Jak zawsze tylko 90 minut.
Jak zawsze rozmawia każdy.
Jak zawsze wjazd FREE.
Jak zawsze żadnych relacji LIVE na Fb czy TT.
Po prostu przyjdź.







Popularne posty z tego bloga

"Jej dziura chce kocura, co w pi**e jej pohula" Czyli jak dostałem propozycję współpracy

Estetyczna kastracja - to plan dla uczniów polskich szkół na najbliższe lata