Panie Bendyk, co pan piszesz?! Czyli dwa inne Fora Przyszłości Kultury w Warszawie

zdjęcie z debaty głównej FPK (kradzione pod pana Edwina :))
Czytam sobie podsumowanie Forum Przyszłości Kultury autorstwa Edwina Bendyka i mam wrażenie że byliśmy na innych obradach. Pan Edwin widzi sukces, ja widzę zaś spotkanie getta „odklejonych” od rzeczywistości, warszawsko-centrycznych intelektualistów. 

Dla mnie, osoby siedzącej na prowincji i robiącej tam „w kulturze”, równie dobrze mogło to być spotkanie kosmitów. Ale z Forum wywożę też plusy – profesjonalną i sprawną organizację w wykonaniu zespołu Teatru Powszechnego i wrażenia po… spektaklu „Klątwa”.

Nie śmiem stawać w szranki z panem Bendykiem. Jest na każdym niemalże polu (no na muzealnictwie zapewne się jednak nie zna) ode mnie lepszy. Ale to wnioski jakie przedstawił na swoim blogu antymatrix.blog.polityka.pl są dla mnie trudne do zaakceptowania. Czytając mam wręcz podejrzenie, że w dniach 18 – 19 listopada odbywały się w Warszawie dwie różne imprezy pod nazwą Forum Przyszłości Kultury.

Polska kończy się na Łomiankach

Czytam np. że „Dyskusja (…) ujawniła zarówno siłę wolnej kultury, jak i jej wrażliwość”. Siłę? Dyskusja ujawniła absolutnie bezsilną polaryzację. Pokazała, że ludzie siedzący obok siebie na tej samej na scenie mówią i myślą tylko w swoich czasoprzestrzeniach. Mówią nie "do siebie", ale "obok siebie". 

A przecież mówców słyszałem zacnych. Niestety miałem wrażenie, że ich Polska kończy się zaraz za Łomiankami na północy i Piasecznem na południu. Dalej to "stepy akermańskie" i ewentualnie Pruszków oraz Wołomin, no bo przecież skądś przyjeżdżają codziennie te tysiące ludzi do pracy w stolicy. Gwoli sprawiedliwości, mówcy dostrzegali też istnienie miast powyżej pół miliona mieszkańców jak Poznań czy Wrocław.

Eksplozje smutnego śmiechu

Dla człowieka pracującego od prawie ćwierć wieku w kulturze Torunia i Bydgoszczy, dyskusje na Forum przynosiły niewiele. Czasami miewałem tylko eksplozje smutnego śmiechu. 

Więcej wolnego i niezależnego teatru politycznego? Gdzie? U nas? U nas są w ogóle tylko dwa liczące się teatry na całe województwo. Na 2 mln ludzi! 

Nacisk na Ministerstwo Kultury? Chyba nacisk, by pani w sekretariacie zgodziła się podpowiedzieć jak znaleźć jakiś tam wniosek na stronie.

Edwin Bendyk podróżuje w swoim tekście w wyśnionych rejestrach silnej i wolnej kultury pisząc, że zaproszenie przedstawicieli różnych ruchów społeczno – polityczno – kulturalnych miało nieść nadzieję, że „przestrzeń kultury stanie się także platformą dla spotkania i tworzenia wspólnego imaginarium”. Imaginarium? Panie Edwinie, błagam!

Pokonajmy faszystów silnym „imaginarium”

Panie Edwinie, pan - rozsądny facet o ogromnej wiedzy, mówi mi o tworzeniu „imaginarium” kiedy za kolor skóry można dostać u nas po ryju w tramwaju? Kiedy armia faszystów idzie przez centrum stolicy, gotowa zapewne wymordować – jeżeli tylko padłby rozkaz – całe nasze Forum Przyszłości Kultury, a pan o IMAGINARIUM?! 

Wyobrażam sobie tę scenę, gdy delegacja Forum staje przed Marszem „Niepodległości” i proponuje porozumienie za pomocą stworzenia „wspólnego imaginarium”. Jak pan to widzi? 

Ale byłbym kłamał, gdybym mówił, że nie ma rzeczy słusznych w tym tekście. 

Nie umiemy się słuchać

Pod koniec tekstu padają słowa smutne i prawdziwe: „Niezwykle ciekawe debaty nie stworzyły całości, bo okazało się, że nie byliśmy gotowi wzajemnie się słuchać. Niewielu uczestników Forum zdecydowało się na obecność i aktywność przez dwa dni, większość ograniczała się do swoich tematów”. 

Dokładnie, panie Edwinie – w seteczkę! Ja byłem przez dwa dni. Nie słyszałem wszystkich debat, ale te które obejrzałem pokazały przypadkowe mgławice atomów, wyrzucających z siebie mądre zdania, ale jedynie w swojej wąskiej działce/dziedzinie. Już pisałem - oni nie rozmawiali „ze sobą’, tylko „obok siebie”. 

Dla mnie ważne i bolesne jest jednak to, że nie padła żadna sensowna recepta na wzmacnianie siły i znaczenia kultury, ludzi kultury, instytucji i organizacji kulturalnych w niemalże całej „pozostałej” Polsce. Bo niemalże cała Polska mieści się poza sześcioma, ponad półmilionowymi aglomeracjami, o których była mowa na głównych panelach.

Nie szukam dziury w całym, tylko szukam przyczyny braku refleksji elity intelektualnej, którą widziałem na scenie, nad rzeczami podstawowymi. A są one takie, że ja - zwykły torunianin (pracujący w Bydgoszczy), aby pojechać z rodziną do Teatru Powszechnego na spektakl, muszę wydać w wersji mini (przyjazd i powrót PKP tego samego dnia + bilety na spektakl + wyżywienie + coś-tam-coś-tam-bo-w-końcu-stolica) 600 złotych

Zapytam: Ile rodzin, w których rodzice dostają na rękę 1950 zł na miesiąc, stać na wyskok do stołecznego, awangardowego teatru i łyknięcie odrobiny wolności? 

1950 na rękę

Nie przypadkiem podałem tę sumę. Pół roku temu jeden z moich znajomych odszedł z jednego z regionalnych, dużych centrów kultury. Przez kilkanaście lat mocno działał na rzecz budowania środowiska kulturalnego, sypał wartościowymi pomysłami i aktywnościami. W końcu powiedział, że nie ma już siły pracować za 1950 zł miesięcznie na rękę. Zasilił warszawskie środowisko. Nie wiem jak mu idzie, ale jakoś nie wraca.

Uwaga - zadam żenujące pytanie. Dlaczego na scenie Forum Przyszłości Kultury nie mówiono o tej „poza-warszawskiej” teraźniejszości, która zadecyduje o przyszłości kultury w tym kraju? Bo przecież przyszłość kultury zadecyduje się nie na kółku intelektualistów w Warszawie, ale w tych kilku tysiącach domów i ośrodków kultury w średnich miastach, powiatach i gminach.

My też próbujemy o przyszłości rozmawiać, np. w takich oddolnych, bezfinansowych inicjatywach jak stworzony przez Mateusza Łapińskiego i mnie Klub Zasadniczo Dyskusyjny - forum dla dyskusji bez hejtu, fejsa i wrogości, niezależnie od orientacji politycznej, seksualne, religijnej i koloru skóry.
Ale jest kilka rzeczy które broniło się na Forum pięknie. 

Gratulacje Teatr Powszechny

Byli poruszający mówcy. Podziw budziły wystąpienia twórcy łańcucha światła w Poznaniu, jak zawsze mądrze (chociaż można z nim się nie zgadzać) mówił Krystian Lupa, podobał mi się zapał liderki Femenu i przedstawicielki Akcji Demokracja (jako jedna z niewielu dostrzegała istnienie i znaczenia "prowincji").

Najbliższa memu sercu była debata o edukacji w kulturze, gdzie prezentowali się prawdziwi „robotnicy kultury” – ludzie robiący edukacje w regionach. Pękałem z dumy, kiedy aplauz wywołała Kasia Kombi Jankowska z toruńskiej Fabryki Utu, gdy opowiadała o fantastycznym DomuKultury! i Kulturhauzie w Toruniu.

Za wielkie przeżycie, i negatywne i pozytywne, uważam spektakl „Klątwa”. Nie będę o nim tutaj pisał, ale kiedy pozbieram myśli, napiszę o nim na blogu.

Świetną organizację zapewnił zespół Teatru Powszechnego pod wodza Pawła Łysaka i Pawła Sztarbowskiego, za co im gratuluję serdecznie (i z żalem, że nie ma ich już w Bydgoszczy).

Panie Edwinie, stuprocentowo zgadzam się tylko z jednym zdaniem z pańskiego tekstu.

„Wiele jest do zrobienia” 

„Wiele jest do zrobienia, więc spotykamy się 13 stycznia w Teatrze Powszechnym, kiedy już będą gotowe podsumowania i wnioski, by zaprogramować kolejne działania”. Będę, chcę usłyszeć te wnioski. Mam nadzieję, że wtedy zaprosicie do paneli i debat więcej osób spoza „warszawskiego kosmosu”. 

Ach nie! Jeszcze jedna zgoda. Napisał pan, że środowisko pokazało swoją wielką wrażliwość – tak, to prawda. Widziałem mądrych, inteligentnych i wrażliwych ludzi. To budziło nadzieję i radość. I niech one z nami pozostaną, bo są drogą w PRZYSZŁOŚĆ. 

Także Kultury


PS: link do tekstu pana Edwina wyskoczył mi na newsfeedzie Google News. Nie wiem czy to chichot rzeczywistości, ale opisany był jako… (Satyra). Stosowny screen poniżej


Obsługiwane przez usługę Blogger.